środa, 22 listopada 2017
Jesteś tutaj: Start Artykuły W kraju fety i oliwek - urocza Paleochora (5)
Reklama
W kraju fety i oliwek - urocza Paleochora (5) PDF Drukuj Email
poniedziałek, 14 października 2013 16:58

Po paru godzinach spędzonych na Falasarnie, w porze gdy pomarańczowe słońce znika za horyzontem kreteńskiego krajobrazu, ruszamy w dalszą podróż. Kolejny cel - Paleochora. Dzieli nas od niej mniej niż 60 kilometrów.

Droga niezmiennie kręta i stroma, przeplatana serpentynami. Malownicza dla pasażerów, uciążliwa dla kierowcy. Zestresowana Paulina (dla przypomnienia, nasz naczelny kierowca) upomina mnie, żebym już skończyła „nagrywać ten filmik i opowiadać o tym, jak tu jest niebezpiecznie”. Ale przecież takie widoki nie mogą odejść w zapomnienie! Co ja będę opowiadać tacie, który o samochodach i europejskich drogach wie wszystko?! Przełknął fakt, że pół roku temu prowadziłam tira w Turcji, przełknie i to. Tym bardziej, że będzie już po nim. Po fakcie oczywiście, nie po` tacie. Mam jedynie nadzieję, że tym razem nie usłyszę, jak mówi z rezygnacją w głosie: „Dziecko, ty mi już żadnych historii z tego Erasmusa nie opowiadaj …”

Kontynuujemy trasę bez dalszego przeszkadzania sobie nawzajem. Ja Paulinie, a Paulina mi - w skrupulatnym filmowaniu przyprawiających o lęk wysokości widoków. Gdy docieramy na miejsce jest już po zmroku. W poszukiwaniu hostelu przejeżdżamy niemal przez całą wioskę. Pytamy o drogę mijającą nas kobietę. Mamy szczęście. Rozmówczyni okazuje się być skorą do pomocy przewodniczką turystyczną. Rozpoznaje, że rozmawiamy po polsku. Jak się okazuje po chwili, nie było to dla niej trudne… Słowaczka wsiada do naszego auta i jedzie z nami pod sam hostel. Tym sposobem wszyscy są zadowoleni – my uzyskałyśmy pomoc, ona „podwózkę” do centrum.

W hostelu zostałyśmy powitane przez sympatyczną staruszkę. Jej życzliwość i serdeczny uścisk sprawia, że czuję się jak w domu. Jak łatwo można kogoś wprawić w dobry humor, nawet pod długiej i męczącej podróży! Nasza – rozsławiona już w poprzednim tekście – samoorganizacja sprawia, że po godzinie, odświeżone i zregenerowane zajadamy się kreteńskimi pysznościami w pobliskiej tawernie. Faszerowany bakłażan kusi delikatnym zapachem i pstrokatą, purpurową skórką. Całość greckiej atmosfery dopełnia starszy pan z akordeonom. Z wprawionego w drganie stroiku może płynąć tylko jedna melodia – ZORBA! Pozostając w muzycznym temacie, mogłabym podsumować tę chwilę słowami „oprócz błękitnego nieba nic mi dzisiaj nie potrzeba.” Jednak głęboki, szlachetny granat zakropkowany świetlistymi gwiazdami jest nie do zastąpienia. I można patrzeć na niego bez przerwy z plażowego leżaka. Gdyby nie chłód bryzy, zasnęłabym na nim jak dziecko…

Brzuchy „uzupełnione”, czas uzupełnić niedobory jodu. Spacer nadmorską promenadą sprawia, że coraz bardziej zaczynam doceniać czar tego urzekającego miejsca. Tawerny przepełnione są klientami, mimo to Paleochorze daleko do kipiącego turystycznym gwarem kurortu. Z oddali słychać muzykę. Tak różną od akordeonowych dźwięków. To dyskoteka na plaży. Tutaj każdy znajdzie coś dla siebie – stwierdzam po chwili. Ja znalazłam wytchnienie, błogi spokój i dziecięcą beztroskę. Bo w Paleochorze czuję się jak na wakacjach u babci. Tylko hulajnogi i pozbijanych kolan brak. I jeszcze drzewa, na które mogę się wspiąć. Bo na palmę się nie da… Chyba.

tekst: Marta Radzikowska
zdjęcia: Marta Radzikowska
Studentka Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim

kontakt:

  • e-mail: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
  • Facebook: https://www.facebook.com/marta.radzikowska.5
  • nr tel.: +48 530 017 834

Kliknij w obrazek aby go powiększyć
Kliknij w obrazek aby go powiększyć

 


Używamy cookies, aby poprawić działanie naszej strony internetowej podczas korzystania z niej. Cookies wykorzystywane do istotnego działania serwisu zostały już ustawione. Aby dowiedzieć się więcej na ten temat, zobacz naszą Politykę Prywatności.

Akceptuję cookies na tej stronie