środa, 22 listopada 2017
Jesteś tutaj: Start Artykuły W kraju fety i oliwek – Laguna Balos i Półwysep Gramvousa (3)
W kraju fety i oliwek – Laguna Balos i Półwysep Gramvousa (3) PDF Drukuj Email
poniedziałek, 14 października 2013 16:29

Plan był następujący: wstajemy skoro świt i najpóźniej o szóstej ruszamy w kierunku Kissamos… Kiedy koleżanka wciska pedał gazu, zegarek wskazuje siódmą. Z lekkim opóźnieniem, ale w dobrych humorach, ruszamy w czterodniową podróż po najpiękniejszych plażach Krety.

Słońce, jeszcze blade, sprzyja nam swoim delikatnym światłem. To dobrze, bo nie lubimy jeździć po ciemku. Zwłaszcza wypożyczonym samochodem. Zwłaszcza po kilkumiesięcznej rozłące z fotelem kierowcy.

Podzieliłyśmy się rolami, niczym w prawdziwym podróżniczym projekcie! Paulina jest kierowcą, Magda znalazła noclegi, a ja odpowiadam za kontakty interpersonalne i negocjacje. Jakkolwiek zabawnie to brzmi, „stanowisko” niezwykle praktyczne i przydatne, zwłaszcza, kiedy trzeba zapytać o drogę lub wynegocjować niższą cenę.

GPS, nazywany przeze mnie pieszczotliwie Haliną, wskazuje ponad dwugodzinną trasę. Do portu w Kissamos docieramy z zapasem czasowym. Kupujemy bilety na Balos. O tym miejscu słyszę niemalże od pierwszego dnia mojego pobytu na Krecie. Polecają je zarówno turyści, Erasmusi z poprzedniego semestru, jak i Kreteńczycy. Przypisałam mu priorytetowe miejsce na liście moich wycieczkowych celów.

Wsiadamy na łódkę. Za mną nieprzespana noc (zarówno z powodu przejęcia, jak i przygotowań do wyjazdu), a przede mną godzinny rejs. To czas na drugie śniadanie oraz- praktykowaną już przeze mnie, swojską i bliską - sjestę.

Na około kwadrans przed dopłynięciem, z głośników wydobywa się głos kapitana. Zaczynając od języka greckiego, poprzez francuski i rosyjski, na angielskim – zabawnie kalanym przez twardy, rodzimy akcent – kończąc, kapitan informuje nas o historii wyspy Balos. O jej magii i uroku. O pięknie rozpościerających się stamtąd widoków, które od lat przyciągają turystów. Aby dostać się na ląd, musimy przesiąść się do mniejszych łodzi. Są śmiałkowie, którzy skaczą wprost do kuszącego lazurowym kolorem Morza Śródziemnego. Moje oczy, czerwone i zaropiałe od alergii, boleśnie przypominają mi, że to nie jest najlepsze rozwiązanie dla mnie. Pokornie i cierpliwie czekam na łódkę.

Po dziesięciu minutach jestem już na brzegu. Na brzegu Balos? Nie, na brzegu prawdziwego raju! Znajomi nie mylili się. Pochlebne komentarze Greków na temat tego miejsca też zdecydowanie nie należą do nieuzasadnionych przechwałek. I nawet informacji zawartych w przewodnikach turystycznych nie można nazwać obietnicami bez pokrycia.

Przez krystalicznie czystą wodę przebija się biały piasek. Zależnie od głębokości, morze przybiera najpiękniejsze odcienie niebieskiego – miejscami błękitne, kilkanaście metrów dalej zachwyca turkusem, by następnie przejść w barwę szmaragdową. Raj dla oczu. Nawet dla tych zmęczonych alergią jak moje. A może zwłaszcza dla tych. Będę je cieszyć tym zachwycającym widokiem jeszcze przez zaledwie dwie godziny. Zdjęcia? Plażowanie? Spacer po zapierającej dech w piersiach lagunie? Trudno wybrać, mając do dyspozycji zaledwie 120 minut. Wraz z koleżankami, staramy się pogodzić te wszystkie czynności. Fotografie nie oddają uroku tego miejsca, zaś czas wydaje się być cenniejszy niż zwykle. Szkoda go na zamknięcie oczu i wylegiwanie się na plażowym ręczniku. Jeszcze przez chwilę staram się z zegarmistrzowską precyzją zanotować w pamięci jak najwięcej z tego urzekającego krajobrazu.

Nieubłaganie nadchodzi pora powrotu na łódkę. Odpłynięcie z Balos nie oznacza jednak końca rewelacyjnych wrażeń. Z szafirowej laguny płyniemy prosto na znajdującą się nieopodal Imeri Gramvousa. Nowe miejsce, nowa historia. Legenda głosi, że stacjonowali tam kiedyś piraci, którzy jako pierwsi odkryli urok tego osobliwego przylądka. Wyspa jest prawdziwym geograficznym fenomen. Około dwa tysiące lat temu, po trzęsieniu ziemi, Kreta wypiętrzyła się w tym miejscu o 6-9 metrów n.p.m.! Jest to jedyne miejsce na Krecie, w którym to niezwykłe zjawisko jest dostrzegalne tak wyraźnie. Jednak Gramvousa ma do zaoferowania znacznie więcej. Głównym elementem wyspy jest wenecka twierdza. W ulotce informacyjnej czytam, że jej ruiny znajdują się 137 metrów n.p.m. Patrzę na swoje stopy. Obuwie typowo plażowe, tzw. klapki Japonki. Jakością dorównują tym ze sklepów typu „Wszystko po 1 euro” lub jak kto woli „za 4 złote”. W końcu przyjechałam na plażę, a nie w góry! Przez chwilę rozważam wszystkie za i przeciw. Przecież zawsze pcham się do pierwszego szeregu, jestem łakoma nowych wrażeń i nieustannie szukam przygód. Nie pozostaje mi nic innego, jak podjąć wyzwanie.

Z każdym kolejnym schodkiem powtarzam sobie, że to świetna alternatywa dla wieczornego joggingu. Po piętnastu minutach, wraz z moimi towarzyszkami wspinaczkowych zmagań, docieramy na szczyt. Z góry rozpościerają się widoki, których próba ubrania w słowa jest porywaniem się z motyką na słońce. "Chwytaj dzień, bo przecież nikt się nie dowie, jaką nam przyszłość zgotują bogowie." Słowa Horacego idealnie pasują do sytuacji. Szkoda, że oczy nie mogą robić zdjęć. Szkoda, że mrugnięcie powiek nie działa jak spust migawki. Mogłabym stworzyć serię najpiękniejszych pocztówek z mojego dotychczasowego pobytu na wyspie. Ale, ale! Ja przecież nie potrzebuję pocztówek. To cudowne miejsce mam na wyciągnięcie ręki. Tu i teraz. Siadam na murku i wpatruję się we wrak zardzewiałego

statku, który utknął na mieliźnie. To kropka nad „i” Półwyspu Gramvousa. Cieszę się, że tu jestem. Carpe diem. Wszystko oczywiście w rytmie siga siga…

tekst: Marta Radzikowska
zdjęcia: Marta Radzikowska
Studentka Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim

kontakt:

  • e-mail: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
  • Facebook: https://www.facebook.com/marta.radzikowska.5
  • nr tel.: +48 530 017 834

Kliknij w obrazek aby go powiększyć
Kliknij w obrazek aby go powiększyć
Kliknij w obrazek aby go powiększyć
Kliknij w obrazek aby go powiększyć
Kliknij w obrazek aby go powiększyć

 


Używamy cookies, aby poprawić działanie naszej strony internetowej podczas korzystania z niej. Cookies wykorzystywane do istotnego działania serwisu zostały już ustawione. Aby dowiedzieć się więcej na ten temat, zobacz naszą Politykę Prywatności.

Akceptuję cookies na tej stronie