środa, 22 listopada 2017
Jesteś tutaj: Start Portret Polaka w Grecji Wywiad z Beatą Pappa
Reklama
Wywiad z Beatą Pappa PDF Drukuj Email
piątek, 11 października 2013 07:18

Beata Pappa przyjechała do Grecji po raz pierwszy jako studentka. Już wtedy obiecała sobie, że kiedyś tu wróci. I wróciła. Na stałe. Nasiąknęła greckim optymizmem, który teraz przelewa na swoich rodaków, udzielając im porad w Stowarzyszenie Doradców Prawnych i Obywatelskich.

Marta Radzikowska: Mieszka Pani w Grecji 20 lat. Co takiego wciągającego jest w tym kraju?
Beata Pappa: Główną rzeczą, która mnie tu wciągnęła była moja rodzina, bo założyłam rodzinę w Grecji. Ale takim magnesem na początku była grecka spontaniczność i brak jakichkolwiek zakazów i zahamowani. Niby istnienie prawa, a przy tym pełne bezprawie, a przy tym jednocześnie pełne bezpieczeństwo, harmonia i radość życia. To wszystko było magnesem, żeby zacząć. Potem założyłam rodzinę, a reszta sama się ułożyła.

Grecki styl życia bardziej kusi niż polski?
Na początku jest kuszący. Po raz pierwszy przyjechałam tutaj jako studentka. Radość życia po tych wrażeniach polskich… chociaż w Polsce też nie było źle, miałam wesołe towarzystwo.
Ale musiałam się na każdym kroku pilnować, bo tu mi wpiszą mandat, bo tu mi zrobią coś ze strony urzędów… A tu robiłam dokładnie to, co chciałam, chciałam pracować to pracowałam i nie patrzyłam, czy mam dokumenty (w tamtych czasach, bo teraz to się powoli zmienia). Mimo że byłam przybyszem z północy, wszyscy gościli mnie tutaj z sercem na dłoni. Byłam traktowana przez Greków jak rodzina.

Przyjechała Pani tutaj jako studentka. To był wyjazd w ramach wakacji, czy jakiejś wymiany studenckiej?
Wtedy jeszcze nie było wymiany studenckiej. Przyjechałam na dwa tygodnie po prostu, żeby zobaczyć Grecję. Mój tata pracował wtedy na kolei, a kolejarzom z wieloletnim stażem należały się bezpłatne bilety kolejowe na całą Europę. Postanowiłam skorzystać i ruszyłam w podróż po całej Europie. Grecja była jednym z krajów, które wtedy odwiedziłam. Dostałam książeczkę podróżną, noce spędzałam w pociągu, żeby nie ponosić zbyt wielkich kosztów, a za dnia zwiedzałam. Zatrzymywałam się w poszczególnych miejscowościach, które chciałam zobaczyć.

I najbardziej zauroczyła Panią Grecja…
Tak, do tego stopnia, że postanowiłam wrócić. Postawiłam sobie cel na następne wakacje – znowu Grecja.

W końcu została Pani tutaj na dłużej i założyła Klinikę Prawną. Skąd inspiracja na takie przedsięwzięcie?
To niedokładnie tak wyglądało. Zebrała się tutaj grupa ludzi, która zamierzała studiować prawo. Była też uczelnia – Europejska Wyższa Szkoła Prawa i Administracji, która nie miała problemów, żeby tutaj wykładowców wysyłać. Zebraliśmy grupę osób, która mogła tworzyć Wydział Prawa w Atenach, więc postanowili nam wysyłać wykładowców tutaj, a Klinika Prawna była formą praktyki, którą w ramach studiów na prawie odbywaliśmy. To była inicjatywa uczelni, żebyśmy nie musieli szukać praktyk po kancelariach prawniczych lub u notariusza. Jako Klinika Prawna podlegaliśmy pod uczelnię. Klinika nadal funkcjonuje we wszystkich innych miastach europejskich, tam, gdzie uczelnia prowadzi wykłady z prawa. Kiedy skończyliśmy studia, klinika straciła swoją poprzednią formę istnienia. Przestała istnieć jako klinika, bo nasza współpraca z uczelnią się skończyła. Rozpoczęła zaś działalność jako Stowarzyszenie Doradców Prawnych i Obywatelskich.

Czym obecnie zajmuje się Stowarzyszenie?
Udzielamy porad prawnych, wszelkiego rodzaju porad socjalnych i podatkowych, Polakom, którzy nie rozumieją, dlaczego ich pracodawca traktuje ich, tak a nie inaczej, dlaczego wydaje im takie, a nie inne dokumenty… Niektórzy nie wiedzą zupełnie, jakie mają obowiązki. Totalna dezinformacja. Polacy są zupełnie zagubieni, przychodzą często bez podstawowej znajomości języka.

Działalność w Stowarzyszeniu jest działalnością non profit?

Porady są bezpłatne, ale nie dla wszystkich. Kiedy widzimy, że osoby nie mają środków finansowych, to zarówno porada, jak i cała późniejsza procedura są bezpłatne. W przypadku osób, które świetnie radzą sobie finansowo, porady są nadal bezpłatne, ale jeśli sytuacja wymaga podjęcia dalszych kroków, np. napisania wniosków i pism sądowych, pobieramy adekwatne opłaty.

Dużo Polaków korzysta z pomocy prawnej?
Coraz więcej. Ja nie zdawałam sobie sprawy, że Polak może mieszkać 20 lat w Grecji i nie znać języka. Nie wyobrażam sobie, jak można mieszkać w tym kraju tyle lat i nie nauczyć się nawet podstaw języka. Takie osoby pracują zazwyczaj w środowisku polskim, mają kolegów, którzy pomagają im w kontaktach z pracodawcą. Ale są dobrymi fachowcami i dlatego są cenieni. Zawsze skoncentrowani tylko na pracy, nic więcej ich nie interesuje. To w sumie odpowiadało Grekom, bo jeżeli chodzi o formalności, mogli robić, co chcieli. Często po dwudziestu latach pracy okazuje się, że pracownicy przez połowę tego czasu nie byli nawet ubezpieczeni. Raptem przychodzą po emeryturę, wiedzą, że przepracowali 25-30 lat, a mają tylko 10 lat ubezpieczonych i to jeszcze za mierne godziny. To jest dla nich szok totalny, bo nawet nie wiedzieli, że o coś takiego powinni zadbać.

Przychodzą o wiele za późno i wtedy Pani jest ich ostatnim ratunkiem?
Pierwsze kroki takiego Polaka prowadzą zawsze do prawnika. 90% tych ludzi zostało oszukanych przez prawnika i wystawionych do wiatru. Prawnik brał pieniądze i nie wywiązywał się z zobowiązań. Jak ja interweniowałam w niektórych sprawach, to prawnik wyplątywał się wymówką, że Polak prawdopodobnie nic nie zrozumiał, co prawnik mówił, a prawnik nie mógł się dogadać z tym klientem. I dlatego doszło do nieporozumienia. Prawnicy twierdzili, że zrobili wszystko, co w ich mocy. Czyli nic…

Czyli największym poszkodowanym była osoba, która przychodziła po poradę prawną.
Tak, w większości są to osoby, które zostały oszukane przez greckich prawników i księgowych, wykorzystujących słabą znajomość języka Polaków.

Jako osoba wychodząca naprzeciw potrzebom Polonii greckiej, jakie problemy Polaków zauważa Pani najczęściej?

Słaba znajomość języka, problemy z pracodawcami, którzy są niewypłacalni. Polacy nie zdają sobie sprawy, że mają prawa takie same jak każdy Grek w tym kraju. Jest bardzo dużo spraw z pracodawcami, Polacy nawet nie wiedzieli, że mają możliwość obrony. Byli zastraszeni i bali się zaprotestować przeciwko wykorzystywaniu, bo Grekowi udało się go przekonać, że Polak nie ma tutaj żadnych praw, że zostanie wyrzucony z Grecji.

A czy trzeba mieszkać w Grecji określoną liczbę lat, żeby uzyskać dokładnie takie same prawa pracownicze jak Grek?
Nie, jako obywatel Unii Europejskiej, Polak w momencie przekroczenia granicy ma dokładnie takie same prawa jak każdy Grek mieszkający w tym kraju. Jeżeli zamierza zostać dłużej, do sześciu miesięcy, nawet nie musi żadnych formalności dokonywać. Dopiero po upływie pół roku musi wyrobić sobie kartę obywatela Unii Europejskiej. A po pięciu latach pobytu dostaje kartę stałego pobytu, która daje mu takie same prawa jak grecki dowód osobisty.

Jakie dokładnie prawa daje karta stałego pobytu?
Karta stałego pobytu jest obowiązkiem. W Grecji można mieszkać tylko 6 miesięcy bez zarejestrowania. Po sześciu miesiącach trzeba zarejestrować się w odpowiednim biurze. Tak samo jest w Polsce, to jest obowiązek każdego obywatela Unii Europejskiej.

Czyli w prawie pracy nie ma żadnych odstępstw od zasad dla obywateli Unii Europejskiej, którzy chcą pracować w Grecji?
Absolutnie! Są dokładnie takie same prawa i to nie tylko dla obywateli UE, ale także dla obywateli krajów trzecich. Tylko obywatele krajów trzecich mają do załatwienia więcej formalności jeśli chodzi o kartę stałego pobytu. Muszą pokazać swój adres zamieszkania i udowodnić, że mają środki na utrzymanie, nic więcej.

Czy osoby, które przyjeżdżają do Grecji na wakacje mogą skorzystać z porady prawnej Stowarzyszenia?
Wszyscy mogą. Nie tylko Polacy. Z naszych porad korzystają i Ukraińcy i Rosjanie. Ostatnio byli panowie z Syrii, zakochani w Polkach. Pytali się, w jakiś sposób mogliby zalegalizować swoje związki z Polkami.

Istnieją regulacje prawne dotyczące polsko-syryjskich małżeństw?
Syria ma wyjątkowo trudną sytuację, jeśli chodzi o te prawa. Potrzebne jest dodatkowe zezwolenie z Ministerstwa.

Czym się Pani zajmuje poza działalnością w Stowarzyszeniu?
Moim głównym zawodem jest księgowość. Jestem już 15 lat księgową w Grecji, bo skończyłam ekonomię. To jest dochodowe zajęcie. Jestem zatrudniona w biurze, które ma wiele oddziałów. Prowadzę całą księgowość tej firmy: płace, podatki, wszystko, co jest związane z rozliczeniem ubezpieczeniowym, podatkowym, itd.

A jak się żyje w Grecji w dobie kryzysu? Odczuwa go Pani osobiście?
Osobiście nie. Ale w rozmowach z Polakami wychodzi, że jest zdecydowanie trudniej znaleźć pracę. To dotyczy nie tylko Polaków, ale też Greków. Kiedyś można było łatwiej rozpocząć jakąkolwiek działalność, teraz każdy na dzień dobry musi zapłacić nadzwyczajne podatki. Jeszcze do niedawna tego nie było. Teraz tych podatków pojawiło się tyle, że sama myśl o rozpoczęciu działalności gospodarczej zatrzymuje się u progu. Ale co jest szokujące – pomimo tego, ze jest trudniej znaleźć pracę – tawerny są pełne! Pełne Greków oczywiście…

Styl życia pozostał ten sam?
Tak! Uczestniczyła Pani kiedyś w Panigiri (lokalne uroczystości kościelne z okazji imienin patrona parafii – przyp. red.)? Ludzie w tym tańcu potrafią pokazać całą swoją radość życia, odprężają się maksymalnie.

Nie uczestniczyłam, ale widzę to wszystko w życiu nocnym Iraklionu, w przepełnionych tawernach…
Greków jest najwięcej. Grecy sami przyznają, że najlepszymi klientami w jakichkolwiek lokalach są ich rodacy. Oni nie oszczędzają, nie są na diecie…

Wizyty w tawernach są elementem greckiego stylu życia, tutaj system narzucony przez Niemcy nie zadziała.
Nigdy system niemiecki nie sprawdzi się w tym kraju. Absolutnie.

Grecy nie są nauczeni oszczędzania?
Grecy są bardzo oszczędni. Zawsze odkładają coś na bok, nie ma Greka, który wydaje w 100% wszystko, co zarobił. To jest standard tutaj. Wszyscy trzymają coś na tę czarną godzinę. Ale z drugiej strony jest to bardzo towarzyski i gawędziarski naród. Ja niedawno wróciłam z wyspy Sfinos, czuję się, jakbym wróciła z innej planety. Nie wiedziałam, że takie okolice w Grecji jeszcze istnieją. Na tej wyspie obchody Panigiri to cuda niewidy! Musi pani uczestniczyć chociaż w jednym, żeby zobaczyć, o czym mówię. Patron kościoła świętuje, świętuje całe miasto, w którym ten kościół się znajduje. Jest uczta, tańce i muzyka na żywo przez całą noc.

Proszę powiedzieć coś więcej na temat samego święta Panigiri.
To jest odpowiednik polskich odpustów. Jak się pani kogoś zapyta na Krecie, to od razu Pani powiedzą, w którym miejscu jest dzisiaj na wyspie Panigiri. Każdy kościół ma swojego patrona, np. jest kościół Agios Sotiris (Świętego Zbawiciela), w tym momencie świętuje każdy o imieniu Sotiris, ale też parafianie kościoła o tym imieniu świętują i organizują odpusty. Odbywają się festyny, na których ludzie się bawią, jest muzyka i dużo jedzenia. To jest jeden z tych elementów, który się podoba cudzoziemcom. Podczas tej zabawy wszystkie pokolenia tańczą w jednym łańcuszku. Babcia ciągnie wnuki, wszystkie pokolenia razem dają z siebie wszystko na parkiecie. Publiczność klaszcze i podziwia. Widać, że ci ludzie tym żyją, że oni to czują i wyładowują całą swoją energię w tym tańcu. Wyrzucają z siebie złe uczucia, zostawiając tylko uśmiech i odprężenie.

Czyli sposób świętowania w Grecji różni się od polskiego. Ale też sposób na relaks jest inny.
Taniec jest sposobem na pełne odprężenie i odbicie się od problemów rodzinnych. Oni w tańcu odzyskują swoją radość życia. Zupełnie jak w tych filmach o Grekach, np. Grek Zorba, w którym tytułowy bohater wyrażał tańcem swoje uczucia.
Zaczęłam mówić o Sifnos – Panigiri w Sifnos jest organizowane na koszt jednej rodziny. Jedna osoba z jednej rodziny podejmuje się nakarmienia tych tysięcy zebranych osób. Jak ja byłam na Sifnos to akurat kościół św. Szymona świętował. To święto, te odpusty, muzyka, tańce, wszystkie potrawy były na koszt tej rodziny, która przetrzymywała obraz świętego w swoim domu. Jest taki zwyczaj, że obraz świętego każdego kościoła jest przetrzymywany przez rok w domu jakiejś rodziny, co stanowi honor dla takiej rodziny. A na Panigiri można spróbować potraw regionalnych nie płacąc ani grosza. Myślę, że tego typu filantropia już się nie zdarzy. Mówimy o totalnym odbiegu od komercjalizacji. Takich krajów nie ma już na świecie.

Grecka gościnność nadal ma się dobrze. Czy jest coś, czego Polacy mogliby nauczyć się od Greków?

Polacy obowiązkowo powinni nauczyć się tej radości życia i cieszenia się tym, co jest teraz. Niektórzy ciągle myślę o przeszłości, mają ciężar niepowodzeń, które ich blokują, żeby zacząć coś dobrego na przyszłość. Grecy żyją tą chwilą, co jest teraz. Nie ma znaczenia, co było wczoraj. To już zapomniane. Nawet na dwa dni do przodu nikt nie planuje, co jest czasem minusem. W dzisiejszych czasach dużo trudności powoduje brak planowania. Czasem nie mogę się dogadać z moim mężem. Pytam: Możemy się umówić jutro o tej i o tej godzinie? A on mi odpowiada: Ale jutro ja może już nie będę żył. Jutro z rana ci powiem. To ma swoje dobre strony, bo kiedy cieszysz się tą chwilą i chcesz nią żyć, jakby była ostatnią w twoim życiu, bardziej się nią delektujesz, nie wymyślasz sobie zmartwień. Dużo Polaków przychodzi do mnie po porady, martwią się tym, co będzie za dwa lata. Ja im mówię: Przecież teraz jest ci dobrze, po co się przejmujesz tym, co będzie z twoim domem za dwa lata.

Na razie mówi Pani o greckim tempie życia w samych superlatywach. A czy jest sfera, w której bywa ono irytujące?
Brak planowania ostatnio odbija się na nas wszystkich. Nawet członkowie rządu nie potrafią ułożyć 10-letniego planu rozwoju, tak jak jest to we wszystkich krajach przyjęte. Nie potrafią ułożyć żadnego programu, ten brak planowania bywa wielkim ciężarem. Ostatnia sytuacja: ludzie kupili sobie domy i nagle dowiedzieli się, że obok ich mieszkań będzie zlewnia ścieków. Gdyby to było zaplanowane na sto lat do przodu, tak jak w Niemczech, nie kupiliby sobie tych działek. A oni biedacy zainwestowali na starość wszystkie pieniądze, żeby zamieszkać przy zalesionym terenie… Ten brak planowania wychodzi niektórym bokiem.

Mieszka Pani w Grecji wiele lat. Czy Pani serce jest rozerwane między Ojczyzną a krajem Hellenów?
W tej chwili nie wyobrażam sobie powrotu do Polski, absolutnie. Nie biorę tego pod uwagę, już nie mogłabym się przestawić. Podobnie myślą też moi przyjaciele, którzy wrócili do Polski, kiedy tu zaczął się kryzys. Oni nie potrafią z powrotem zaadaptować się w Polsce. Pomimo że większość z nich ma tam pracę, ma dochody, nie potrafią tam żyć.

To co takiego sprawia, że tak trudno byłoby wrócić do życia, które się kiedyś prowadziło?
To pytanie zadałam mojej koleżance, która mi wczoraj bardzo płakała. Odpowiedziała mi w ten sposób: Bo tu rzadko jest słońce, bo tu ciągle ludzie tylko narzekają, bo jest mnóstwo zakazów, których trzeba przestrzegać. W Grecji jest zasada: dużo zakazów, ale nikt ich nie przestrzegał i było dobrze. Żyło się pełną wolnością, pomimo tych wszystkich zakazów, bo człowiek je ignorował. W momencie, kiedy trzeba je przestrzegać człowiek czuje się jak w więzieniu. Zima jest ostra, nie ma jeszcze tyle słońca, nie można wyjść i zatańczyć do rana…Tutaj wszystko jest otwarte o każdej porze. Tego nie ma w Polsce. Chociaż w Warszawie to się ostatnio zmieniło. Było dla mnie szokiem, kiedy przyjechałam tam z dziećmi w maju i nocne życie naprawdę kwitło.

Z tego, co słyszę, jest Pani bardzo szczęśliwa w Grecji. Czego mogę Pani życzyć na zakończenie naszej rozmowy?
Sprawności fizycznej, żebym zdobyła jeszcze parę szczytów zanim mi nogi wysiądą. W zeszłym miesiącu wysiadło mi ścięgno Achillesa, także proszę mi życzyć, żeby to ścięgno Achillesa szybko doszło do formy, bo ja nie mogę żyć bez wychodzenia z moim Klubem Wycieczek Wysokogórskich. Te wycieczki mnie odprężają i pokazują tę prawdziwą Grecję, nie tę skomercjalizowaną. Niech Grecy przestaną na siłę dostosowywać się do reszty Europy, niech pozostaną Grekami, wtedy będą atrakcyjni dla innych narodów. Bo taka radość życia, którą oni pokazują w tańcu, to jest coś, co zanika w Europie.

tekst: Marta Radzikowska
Studentka Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim

kontakt:
e-mail: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
Facebook: https://www.facebook.com/marta.radzikowska.5
nr tel. +48 530017834

 


Używamy cookies, aby poprawić działanie naszej strony internetowej podczas korzystania z niej. Cookies wykorzystywane do istotnego działania serwisu zostały już ustawione. Aby dowiedzieć się więcej na ten temat, zobacz naszą Politykę Prywatności.

Akceptuję cookies na tej stronie