środa, 22 listopada 2017
Jesteś tutaj: Start Wiadomości GRECY mogą się odegrać Merkel za kryzys
Reklama
GRECY mogą się odegrać Merkel za kryzys PDF Drukuj Email
środa, 20 czerwca 2012 09:06

Dla nich mecz z Niemcami jest tym, czym dla nas było spotkanie na Stadionie Narodowym z Rosją. Grecy są wściekli na kanclerz Angelę Merkel, że każe im oszczędzać. Piątkowy ćwierćfinał zostanie rozegrany w Gdańsku. Dla Greków to wymarzony rywal. Gdy Ateny świętowały wyjście swojej drużyny z grupy, tłum na ulicach krzyczał: "Dajcie nam Niemców".

To właśnie nasi zachodni sąsiedzi, a przede wszystkim kanclerz Angela Merkel są najbardziej znienawidzeni przez zmęczonych kryzysem Greków. Obwiniają Niemców za pogłębienie zapaści finansowej i drakońskie oszczędności, które Unia Europejska narzuciła Grecji w zamian za grube miliardy euro wsparcia.

Niemcy są wobec Grecji tak wymagający, bo to właśnie ich banki (obok francuskich) mają w Grecji najwięcej inwestycji, więc ateński kryzys jest dla nich najbardziej niebezpieczny.

O tym, co przed meczem mówią Grecy, rozmawiamy z Ryszardem Grudą, prezesem Organizacji Polonijnej "Mieszko" z Pireusu. Od 25 lat mieszka w Grecji, ma greckie obywatelstwo, dwukrotnie startował w wyborach samorządowych z ramienia centrolewicowego Pasoku, prowadzi firmę sprzedającą usługi telekomunikacyjne.

Anita Karwowska: - "Piłkarze utrzymali swój kraj w strefie euro" - pisały europejskie gazety po tym, jak w sobotę Grecja wywalczyła piłkarski ćwierćfinał, a dzień później Grecy zagłosowali w wyborach na partię, która sprzyja trudnym reformom potrzebnym gospodarce. Pan też łączy te dwa wydarzenia?

Ryszard Gruda: - Dla Greków pokonanie faworyzowanych w meczu Rosjan i przejście do ćwierćfinału było chwilą triumfu. W Atenach było wielkie święto, które dzień później zainspirowało zniechęconych do polityki obywateli, by pójść na głosowanie. W porównaniu z wyborami 9 maja frekwencja była wyższa, a dwie główne partie: Nowa Demokracja i Syriza zdobyły więcej głosów niż za pierwszym razem. Wygrana na boisku sprawiła, że Grecy nabrali nadziei, że poradzą sobie także z kryzysem. Przed wyborami nastroje były fatalne, na włosku wisiała obecność Aten w strefie euro. W ostatniej chwili Grecy przekonali się jednak, że unijne struktury mogą jednak im pomóc, lepiej więc ich nie opuszczać.

- Ale z Niemcami i tak chcą się w piątkowym meczu symbolicznie policzyć?

- To będzie dla Greków taki mecz jak dla Polaków spotkanie z Rosjanami. W rozmowach i w mediach powtarza się jedna myśl: to mecz o honor i dumę narodową. Chodzi o coś znacznie ważniejszego niż sport. To polityka.

- Dużo kładą na szali, zważywszy na to, że niekwestionowanym faworytem są Niemcy, do tej pory na Euro niepokonani.

- Mówi się, że piłkarze wyjeżdżali na ten turniej w podobnych nastrojach, jakie ma każdy przeciętny Grek: przygnębieni i zmęczeni kryzysem. Dotychczasowe sukcesy sprawiły, że nabrali wiary w swoje możliwości. W tym także na możliwość pokonania Niemców. A poza tym wszyscy liczą, że powtórzy się historia z mistrzostw 2004 r., kiedy też nikt na Greków nie stawiał, a wygrali turniej.

- Co dałby im ten triumf?

- Jeśli wygrają, poczują się silniejsi, udowodnią sobie i Europie, że nie są narodem, któremu można dyktować warunki, a oni w pokorze spuszczą głowę. Oczywiście, politykę rząd grecki będzie robił swoją drogą, ale naród poczuje, że choć w ten sposób wyrównał z Niemcami rachunki.

- Na mecz wybiera się Angela Merkel, o której mówi się: wróg publiczny numer jeden.

- Ten klimat nienawiści do Niemiec wytworzyły przede wszystkim media. Tę niechęć podsycono do tego stopnia, że skrajnie nacjonalistyczne media puszczają antyniemieckie pieśni, które powstały w czasie II wojny światowej, kiedy na Akropolu zawisła hitlerowska swastyka. Chociaż wiadomo, że wymagane przez Niemców reformy powinny być przeprowadzone dawno temu, ludzie się burzą i twierdzą, że przez te żądania w kraju jest jeszcze gorzej. Ale Grecy nie lubią być stawiani pod ścianą. Podkreślają: skoro dziś Niemcy i Bruksela są tacy mądrzy, czemu nie ostrzegli nas wcześniej? Myślą: bo sami nie mieli o tym pojęcia. A więc ta unijna machina wcale nie jest taka sprawna i nie ma jej co tak bezgranicznie ufać. Ta złość na Trojkę, wymuszające reformy Niemcy i uzależniającą pomoc finansową od oszczędności Unię Europejską sięga zenitu. Grecy podkreślają, że jako członkowie Unii mają swoje prawa, a nie tylko obowiązki.

- Jak to możliwe, że tak dumny naród nie chce wziąć na siebie odpowiedzialności za przyszłość kraju?

- Grecy są dumni z tego, co stworzyli 2,5 tys. lat temu. Podkreślają, że dali światu demokrację. Czują się ważni i w pełni uprawnieni do tego, by oczekiwać od innych pomocy i oburzać się, że ktoś wymaga od nich dyscypliny finansowej. Dlatego nie mogą zrozumieć, że muszą rezygnować z dotychczasowego standardu życia, jeśli mają uratować się przed krachem. Emeryci nie chcą się pogodzić z tym, że mają niższe - wynoszące kilkaset euro emerytury i już nie stać ich na to, by na kawę chodzić do kawiarni. Sprzedawcy wolą sprzedawać spod lady, byle klient nie chciał paragonu, bo wtedy trzeba będzie odprowadzić podatek. Prywatni pracodawcy wykorzystują kryzys, by drastycznie zaniżać pensje. Chociaż wynik ostatnich wyborów dał nadzieję na polepszenie sytuacji, to nie sądzę, by niemiecka wizja reform sprawdziła się w tym kraju. Bo potrzebne są zmiany, ale z większym uwzględnieniem tej trudnej greckiej mentalności.

- Komu będzie pan kibicował w sobotę?

- Niemcom, bo grają tam dwaj Polacy. Poza tym zdecydowałem się wyjechać z Grecji. Przenoszę biznes do Niemiec. Do Grecji wrócę, gdy minie kryzys, bo to, co dzieje się tu teraz, dla prywatnego przedsiębiorcy jest już nie do zniesienia.

W Berlinie będą kibicować Grekom

Krzysztof Olszewski: - Jutro dla Greków wielki mecz. W pana sytuacji pytanie, komu będzie pan kibicował, nie jest tak oczywiste. Stefanos, właściciel niewielkiej restauracji na obrzeżach Berlina: - Całym sercem jestem oczywiście za Grecją, choć w Niemczech mieszkam od kilkunastu lat. Oczywiście gdyby Niemcy grali przeciw komuś innemu, kibicowałbym im. Ale nasi goście, wśród których są zarówno Niemcy, jak i Polacy, nie mają o to do mnie pretensji. Wystarczy podać greckie uzo, czyli naszą wódkę, która smakuje wszystkim niezależnie od narodowości. - Nie myślał pan, żeby na ćwierćfinał pojechać do Warszawy? Mamy w Polsce nową autostradę A2, którą można dojechać do samej stolicy. Nie mam biletów na mecz, a nie chcę jechać tyle godzin, żeby postać w strefie kibica. Do Warszawy z Berlina jest trochę za daleko, poza tym muszę zadbać o swoich gości i restaurację w dniu meczu.

(metromsn.gazeta.pl)

 


Używamy cookies, aby poprawić działanie naszej strony internetowej podczas korzystania z niej. Cookies wykorzystywane do istotnego działania serwisu zostały już ustawione. Aby dowiedzieć się więcej na ten temat, zobacz naszą Politykę Prywatności.

Akceptuję cookies na tej stronie